Z PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO: Ranking WPROST o europosłach
Marek Szymczak*
Gazeta Dziennik poinformowała jakiś czas (23/24.02.2008) temu o poważnej statystyce dotyczącej Unii Europejskiej. Otóż Europejskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej (ETMS) ustaliło ostateczną klasyfikację męskich organów płciowych w UE. Przyjęto oczywiste kryteria i podział na rozmiary. Podobno Polacy zajęli jedno z ostatnich miejsc. Nikt jeszcze nie wniósł skargi z Polski ani do ETS-u (Europejski Trybunał Sprawiedliwości) ani do ETPCz (Europejski Trybunał Praw Człowieka). Tygodnik Wprost opublikował (24.02.2008) inną klasyfikację: polskich europosłów. Kryteriów ETMS-u tygodnik nie wziął pod uwagę ze względów oczywistych. Klasyfikacja Wprost wykazała, że istnieje podział na euromisjonarzy i euroleniuchów. Według Wprost ci pierwsi są najlepsi, a drudzy są najgorsi.
Prasa zagraniczna nie interesuje się Parlamentem Europejskim. Wprost nie interesuje się prasą zagraniczną. Tygodnik polega raczej na swojej dziennikarce, bliżej nieznanych ekspertach, komentatorach, statystykach i działalności pozaparlamentarnej posłów. Ta ostatnia być może poprawiłaby ranking ETMS-u, gdyby wzięto pod uwagę kryteria brukselskiej działalności niektórych polskich euromisjonarzy. Ocena tygodnika jest tak wiarygodna jak jego twierdzenie, że European Voice jest najważniejszą gazetą eurokratów. Porównując oba czasopisma, łatwo zauważyć, że różnią się w sferze języka. Tu polski, a tam angielski. Natomiast kryterium ich wiarygodności streszcza się w słowach hr. de Ségur: „pyszni z braku porównania, łatwowierni z powodu ciemnoty, wielbią święte wizerunki”.
Najlepsi europosłowie (w skrócie: MEP), jak pisze Wprost, „nie zasypiają”, „poprawiają sytuację rozwiedzionych małżeństw”, „bojkotują olimpiadę w Chinach”, walczą o „tańsze wizy dla Białorusinów” i prestiżowe posady w komisji (sic!), „nie przemęczają się”, chcą „wolnego Tybetu”, „ściągania alimentów z zagranicy” oraz „intensywnie” się farbują. Poza tym, chcą „przywiązania do średniowiecznych imion”, interesują się „wiecami w Mińsku”, są ofiarami brukselskich rabusiów i „kłopotów żołądkowych”, a także blogów w Internecie; biorą udział w szarpaninach europarlamentarnych, wreszcie „walczą o uwolnienie z więzień w Ameryce Południowej polskich przemytników narkotyków” (sic!).
„Najgorsi” europosłowie, jak tłumaczy Wprost, „nie prowadzą praktycznie działalności parlamentarnej” (argument raczej trudny do obrony i to nie tylko wobec euroleniuchów), „sprzeciwiają się równouprawnieniu i asymilacji” (spośród „najgorszych”, np. MEP Masiel, czego nie podaje Wprost, przemawiał 81 razy, podczas gdy „najlepszy” MEP Buzek tylko 45; 132 wypowiedzi „zamykam debatę”, najgorszego MEP Bielana, waży, według Wprost, mniej niż 200 takich samych wypowiedzi „najlepszego” MEPa Onyszkiewicza), „nie składają projektów rezolucji i interpelacji (tak jak R. Czarnecki, który złożył 73 interpelacje aż rozbolał go brzuch).
Do „najlepszych” europosłów należą m.in. Maciej Giertych i Ryszard Czarnecki. Tych członków europarlamentu cechuje konsekwencja, sute konto parlamentarne (Czarnecki – oprócz interpelacji ma „92 projekty rezolucji, 210 wystąpień”, w tym jedno z Samoobrony). Do „najgorszych” Wprost zalicza m.in. wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Adama Bielana, dlatego, że się powtarza. Przynajmniej wiadomo, o co mu chodzi: próbuje kogoś przekonać. Inny Polak, poseł Mirosław Piotrowski, łączy działalność poselską z pozaparlamentarną. Jeszcze przed objęciem mandatu opublikował, mającą przełomowe znaczenie dla polityki polskiej, książkę pod chwytliwym tytułem „Ludzie bezpieki”. Liczącą prawie 10.000 stron książkę wydano w nakładzie aż kilkuset egzemplarzy dzięki wsparciu finansowemu… kłamcy lustracyjnego R. Luśni (patrz: wikipedia i informacja w książce). I chociaż samego sponsora nie ma w indeksie, to książka stanowi przykład starannego copy & paste (pomijając Przedmowę). Gdyby piszący niniejsze słowa miał tyle przepisywać, to uważam, że skończyłby w 2038 roku, a wliczając drobne wakacje, pracę w parlamencie mógłby na poważnie podjąć circa w połowie XXI wieku. Tymczasem poseł Piotrowski jest już dziś. Czego Wprost nie docenił (wiadomo, niewygodny...).
Ocena przedstawiona przez Wprost wydaje się niekorzystna dla całej delegacji, wręcz kompromitująca. Jest to jednak próba oceny nieudolna i nieprecyzyjna.
Ilość wystąpień, jak wynika z dannych Wprost, o niczym nie świadczy. Czarnecki nie ma nawet połowy ilości wystąpień, które posiada europosłanka ze Szwecji, Helena Goudin. Ma ona ponad 500 wystąpień, czyli trochę mniej niż przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Poseł Kułakowski ma niecałe 15 wystąpień, a więc mniej niż niejednej euroleniuch. Nie każdy MEP pełni swój mandat od 2004 roku (np. K. Hołowczyc lub B. Wojciechowski). Szwedka należy do najmniejszej grupy w Parlamencie Europejskim, mało wpływowej, tak jak PiS-owska grupa Czarneckiego. Wprost błędnie analizuje politykę europejską. Tej polityki nie robi się u chadeków i socjalistów, tę politykę robią chadecy i socjaliści (ci ostatni znani z solidarności międzynarodowej i niesolidarności narodowej). Na tym właśnie polega demokracja w Parlamencie Europejskim. Mniejszości nie mają znaczenia i są niezauważalne. Dwie największe grupy robią, co chcą, bez względu na ilość wystąpień mało wpływowych posłów takich, jak Czarnecki, czy też rozmawiających ze wszystkimi, jak Buzek. Ten pierwszy trafnie zauważył, jako przedstawiciel Samoobrony w PE (przemówienie z 21.07.04), że „to jest tak, jak w książce [...] Orwella ‘Folwark zwierzęcy’: że są równi i równiejsi”. Dodał, że „Unia Europejska to wstyd”, że „to trzeba jak najszybciej zmienić. Skończmy z podziałami w Europie”. Orwell - jak wiadomo - pisał o świniach.
Warto dodać, że m.in. dzięki byłemu europosłowi i przewodniczącemu PiS-owskiej delegacji w PE (obecnie ministrowi w Kancelarii Prezydenta) Michałowi Kamińskiemu, nadal z nas się śmieją, że największa polska delegacja „prawicy” nie zasiada w największej grupie frakcyjnej EPP (decydującej o najistotniejszych sprawach w PE, w tym np. o sprawozdaniach). Gdyby Kamiński włączył swoją delegację do EPP na początku kadencji, to polska delegacja jako pewna całość odgrywałaby tam rolę języczka u wagi. Miałaby także wpływ na legislację europejską. Chyba po to w końcu są posłowie!? PiS potrafi dzielić, jednak nie tylko na Wiejskiej. Dla p. Kamińskiego ważniejsze było „przewodniczenie” polskiej delegacji w pseudo-prawicowej frakcji UEN. Podobnie zresztą było z M. Giertychem, który nie chciał zasiadać w EPP, bo tam rządził wówczas Niemiec.
Artykuł Wprost ma ambicje książki kucharskiej. Zawiera przepis na dobrego posła: mieć polityczną pasję, rozmawiać ze wszystkimi, nie zrywać kontaktów z krajem i nie lenić się. Zabrakło tylko: i bić pianę. Pasją Giertycha, jak sądzi Wprost, jest dążność pozostania „najbardziej znanym eurosceptykiem”, choć prawie nikt nie chce z nim rozmawiać – ani z chadeków ani socjalistów ani nawet z mało wpływowych grupek skupionych wokół Czarneckiego. Są też europosłowie, którzy częściej bywają w kraju niż w PE, ale i tak z tego nic nie wynika. Nie lenią się polscy socjaliści. Lidia Geringer de Oedenberg uwielbia prawa człowieka. Męczy się z nimi co miesiąc w Strasburgu: a to że Nepal, a to że Birma, a to że Gwatemala itd. MEP Geringer de Oedenberg promuje prawa człowieka nawet w Polsce. Uważa, że Wrocław ma prawo do Breslau. Nie dorówna jej nawet baronowa Nicholson of Winterbourne, eurodeputowana z Wielkiej Brytanii, która ma tylko 24 wystąpienia, 67 lat, i miejsce w Izbie Lordów. MEP Lidia ma ponad 100 przemówień, zasiada w izbie socjalistów i jest blondynką. Niestety, Wprost nie bierze takich kryteriów pod uwagę. Statystyki parlamentarne pokazują, że rekordzistą w kategorii zadanych pytań jest poseł brytyjski. Pytał aż 1026 razy. Jakoś nikt tego nie zauważył. Po prostu taki już jest ten parlament: demokratyczny i niezauważalny. Cała polska delegacja, łącznie z Czarneckim i Wierzejskim, nie zadała chyba tylu pytań, co poseł Jej Królewskiej Mości, który przemawiał tylko 7 razy.
Artykuł Wprost roi się od mętnych frazesów. Nie tłumaczy, na czym polega rola europosła, ile polskich posłów było sprawozdawcami w sprawie „współdecyzji” (co-decision report), co to są wnioski w sprawie rezolucji zgodnie z przepisami 115 i 103 Regulaminu, jaka jest procedura w tym względzie oraz jaki ma to wpływ na tzw. statystykę. Czy najlepszy euromisjonarz może dobrze pełnić swój mandat, jeśli mówi tylko po polsku? Ponad 90% polskich europosłów wiernych jest swojej mowie, szczególnie w czasie jednominutowych przemówień. Tłumaczenia na język angielski obejmują co najwyżej 70% oryginału. I to nie tylko z powodu tego, co mówią, ale i jak mówią (zwykle szybko, bo „nasi sprinterzy” najczęściej mają tylko 60 sekund, żeby coś powiedzieć). Czy przemawiając do cudzoziemców tylko po polsku, można być zrozumianym? Tego Wprost nigdy nie zrozumie. Jego dziennikarka najwyraźniej uważa, że polski poseł nie zabiera głosu, jeśli mówi w obcym języku. Bo polski euromisjonarz ma mówić po polsku, jak MEP Podkański. Mówiąc innym kodem, jest się euro inaczej. I dlatego reszta, jak pisze Wprost, to „szare myszki”. Osobiście słyszałem nie raz, jak MEP Bronisław Geremek przemawiał, i to nie tylko po francusku. A jednak nie został Wprost-owym „euromisjonarzem”, choć w Europie znaczył więcej niż 70% procent listy najlepszych i najgorszych tego tygodnika. Periodyk bowiem jest pod wrażeniem zjawisk takich jak ewolucja, gazociąg lub ostrzeganie przed zmniejszeniem liczby polskich europosłów od 2009. Szkoda, że pasją niektórych euroapostołów nie była praca na rzecz zwiększenia liczby polskich mandatów w przyszłej kadencji. Widać wzorem był dla nich prezydent Kaczyński. Cóż z tego, że MEP Grabowska, jak pisze Wprost ostrzegała, że Polska będzie miała mniej europosłów w nowej kadencji? Włoscy eurodeputowani wiedzieli, jak działać, żeby Europa kupiła ich pic-cę. W raporcie o Unii Europejskiej 2007 przedstawiono to jako 750+1 posłów, w tym przewodniczący. „Tak krawiec kraje, jak mu materii staje”, mówi przysłowie. ETMS wyraziło się trochę dosadniej. Wprost ma jednak inną misję, choć materia krucha, jakość licha i nożyce tępe.
―
Autor pracuje jako functionnaire w Parlamencie Europejskim.