Traktat Lizboński: Co dalej?
Andrew Duff* Brytyjski eurodeputowany – dla „BW.pl”
Prezydent Sarkozy jest człowiekiem czynu. Jak powiedział Parlamentowi Europejskiemu 10. lipca, działanie jest ryzykowne, lecz bezczynność jeszcze gorsza. Zamierza on podjąć ambitne kroki, aby rozwiązać problem spowodowany irlandzkim referendum nad Traktatem Lizbońskim. Taktyką, co wyraźnie widać, jest wywarcie presji na Irlandczykach, aby skłonić ich do zmiany zdania.
Nowa, francuska prezydencja Unii Europejskiej, która potrwa aż do stycznia, jest w dogodnej sytuacji, aby znaleźć rozwiązanie. Sama Francja powiedziała traktatowi konstytucyjnemu „nie” w 2005 roku, a później, za Sarkozy’ego, zmieniła swoje zdanie i, porzucając referendum, pozwoliła francuskiemu parlamentowi zająć się właściwą działalnością konstytucyjną i ratyfikować traktat z Lizbony. Główną częścią przesłania Sarkozy’ego do parlamentarzystów europejskich – dobrze przyjętego – było to, że traktaty międzynarodowe najlepiej załatwia się za pośrednictwem parlamentów, a nie referendów.
Obecnie Irlandia ma ostatnią szansę utrzymania się w głównym nurcie. Może pomyśleć dwukrotnie i zmienić zdanie. Albo też może posłużyć się zgodnie z prawem swym wetem przeciwko traktatowi z Lizbony i zablokować coś szczerze pożądanego i całkowicie potrzebnego jej 26 unijnym partnerom. Gdy Francja i Holandia powiedziały „nie” w 2005 roku, ich partnerzy (w tym Irlandia) czynili wielkie wysiłki, aby je zadowolić. Europa bez Holendrów i Francuzów była nie do pojęcia. Z Irlandią tak nie jest. Dublin zaczyna zdawać sobie sprawę, że Irlandia nie jest niezbędna reszcie Unii.
Nie będzie żadnych renegocjacji unijnych traktatów konstytucyjnych w celu utrzymania Irlandii na pokładzie. Irlandia ma już wszystkie uniezależnienia (opt-outs) od kluczowych elementów Lizbony – w tym politykę zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego bezpieczeństwa – której mogła słusznie oczekiwać.
Dziś wybór jest pomiędzy Niceą i Lizboną, lecz Irlandczycy myliliby się, gdyby sądzili, że Nicea będzie łagodniejszą opcją. Jeśli Irlandczycy zawetują Lizbonę, rozpocznie się nieuchronne wykluczanie Irlandii przez mocno sfrustrowaną główną grupę państw bardziej nastawionych na integrację. Jest bardzo możliwe, że kraje członkowskie UE, okazujące wolę polityczną i zdolność militarną, wynegocjują nowy traktat o bezpieczeństwie, odrębny od Nicei.
Decydujące jest tu stanowisko Wielkiej Brytanii. Czy należy ona do kontynentalnego jądra Europy czy celtyckiego ubocza? W 2005 roku, odrzuacjąc traktat konstytucyjny, Zjednoczone Królestwo poszło w ślady Francji i Holandii. Raz jeszcze poszło za nimi, gdy wykonało nawrót i przyjęło obecnie Traktat Lizboński, zostawiając tym samym Irlandię w osamotnieniu. Będąc miłym dla Brytyjczyków, prezydent Sarkozy odegrał wielką sztukę w Strasburgu. „Europa”, powiedział, „potrzebuje Zjednoczonego Królestwa”. „Jeśli Brytyjczycy są jedną nogą wewnątrz, a drugą na zewnątrz, Europa jest osłabiona”.
Polska i Republika Czech muszą również zakończyć postępowania ratyfikacyjne. Nie może być lepszego wyrazu uznania ze strony prezydenta Kaczyńskiego dla pamięci Bronisława Geremka niż podpisanie polskiego aktu ratyfikacyjnego.
*Andrzej Duff jest rzecznikiem Przymierza Liberałów i Demokratów dla Europy (ALDE) w sprawach konstytucyjnych i autorem wielu publikacji książkowych, m. in. z dziedziny unijnej.
(tłumaczenie z języka angielskiego)